Wojciech Kozłowski: Stachura nic nie udawał

W książkach Hrabala i Stachury jest nieprawdopodobny szacunek dla słowa.

Ich słowa potrafią zmieniać i budować. Słowo jest wszystkim, co mamy, poza ciałem - mówi Wojciech Kozłowski, dyrektor zielonogórskiej galerii BWA Badania mówią: czytamy coraz mniej, coraz większe są wyspy bez książki. Nie podobają się nam te badania, tak jak poczucie bezradności, które mimo wielu mniej lub bardziej skutecznych akcji czytelniczych ogarnia coraz większą część czytających wspólnoty.


Dlatego ruszamy z - nie, nie z akcją, bo to nie jednorazowy zryw. Ruszamy z nowym celem "Gazety", który nazwaliśmy "Czytamy w Polsce". Nie chcemy nudzić słusznymi hasłami, ale przekonywać, że czytanie to nasz wspólny, społeczny, ekonomiczny, egzystencjalny interes. Że czytanie jest ważne w każdym aspekcie życia - od polityki po seks - pisze Paweł Goźliński z "Gazety".

Kto ma o tym przekonać, jak nie sami czytelnicy. Zapytałem Wojciecha Kozłowskiego, dyrektora zielonogórskiego BWA, o książki, które zmieniły jego życie albo przynajmniej mocno na nie wpłynęły. Odpowiedział: "Zbyt głośna samotność" Bohumila Hrabala, "Gra w klasy" Julio Cortazara i opowiadania "Falując na wietrze" Edwarda Stachury.

Kozłowski: Stachura, przywilej młodości

Artur Łukasiewicz: Hrabal, Cortazar, Stachura... hm.

Wojciech Kozłowski: Szczyt banału, co...


Zestaw zagubionego licealisty.

- Może nie "zagubionego" (śmiech). Z tymi autorami zetknąłem się w prasie literackiej, którą czytywałem od szczeniaka. Pamiętasz, w PRL były wszelkie niedobory, ale w prasie literackiej był zdecydowany nadmiar. Życie literackie.


- "Kultura", "Poezja". Na pewno "Szpilki". Niby pismo satyryczne, ale drukowało świetną literaturę. Chłonąłem, pewnie tak samo jak młodzi ludzie dziś internet.

Nic nie jest stracone, jeżeli ma się dosyć odwagi, aby twierdzić, że wszystko jest stracone i że trzeba zaczynać od zera...

- Cortazar i "Gra w klasy". Z nim było trochę inaczej. Zaczęło się od piosenki Andrzeja Garczarka. Usłyszałem ją w wykonaniu kolegi. Zacząłem penetrować, co z tym Cortazarem. Akurat to był też czas boomu na literaturę iberoamerykańską.

Dziwna była "Gra w klasy". Lektura trudna, w dodatku podpowiadają ci, żebyś czytał jak chcesz, niekoniecznie od początku do końca.

- Ale to nie eksperymenty w "Grze w klasy" mnie uwiodły. Proponowano lekturę według kodu, mieszając z kolejnością rozdziałów. Nigdy tego nie zrobiłem. Ważniejsze były te fragmenty z opisami paryskiej bohemy, gdzie słychać rozmowy poważne i mniej, jazz, którego słuchałem, czuć zapachy i samotność. Zanurzałem się w te knajpy, wyobrażałem je sobie. Docierała do mnie atmosfera, siła przekazu, a nie intelektualne piramidy. Co ważne, Cortazar opisywał te miejsca z perspektywy emigranta. Nie mógł żyć w rodzinnej Argentynie. W Europie był przybyszem. Szukał miejsca, gdzie można żyć bez opresji. Mościł je dla siebie i jemu podobnych. To było mi jakoś duchowo bliskie. Byłem na grobie Cortazara na Montparnasse. Czytelnicy cały czas wypełniają go raczej nie kwiatami, ale gadżetami. Zwykłymi przedmiotami ze swoich domów.

A skąd Stachura? On nie słuchał jazzu. Śpiewał "Białą lokomotywę".

- Stachura, jak zauważyłeś, to obszar fascynacji nastolatka lekko zagubionego i poszukującego. Taki przywilej młodości. Wszystko przeżywasz 16 razy bardziej i głębiej. Może głupiej, ale za to intensywniej. Opowiadaniom "Falując na wietrze" było blisko do "Siekierezady". Niezmiennie mi się z tą książka kojarzy przeświadczenie, że jeśli będziemy chcieli, to - górnolotnie to powiem - wyzwolimy się przez miłość. Że istnieje droga, która wyzwala. A Stachura to ciągłe wędrówki. Wiedzieliśmy, jaki mamy kraj w PRL, a Sted opisywał go z czułością. Z tej całej buzującej paskudy wyłaniał się ktoś, kto kocha prostych ludzi, jest zauroczony pejzażem. W odróżnieniu od Cortazara opowiada imigrant. Tu się wychował, potem wyemigrował, wrócił. Stachura dla młodego człowieka, a sam to przeżyłem, jest niebezpiecznym uwodzicielem. Trzeba uważać.

Kolega odkrył Stachurę w dziwnych okolicznościach. Nie na zlocie piosenki turystycznej ani w księgarni. Chłonął antykomunistyczne książki z drugiego obiegu. Raz wydawca podsunął mu Stachurę. Mówi, wiesz, poezja, włóczęga. Zobacz, nie jest przeciw.

- Ale też nie jest za. Znam to. Polska była pod tym względem fascynującym krajem. Można było nie być przeciw i nie być też za. Nie jest to kwestia neutralności, tylko możliwości bycia osobnym. Dla indywidualistów była to kusząca perspektywa, choć nie dla każdego dobra. U mnie Stachura wziął się z radiowego "Ilustrowanego Magazynu Autorów". Była taka audycja w "Trójce" - nienawidzę tego słowa - kultowa. Pisała tam Ewa Szumańska, reżyserował Maciej Prus. Potem zniknął i zaangażował się w opozycję. W tym magazynie, tak to czułem, kiwali cenzurę, przemycali idee swobody twórczej, życiowej, jakiejkolwiek. W jednym z odcinków redaktorka czekała na "pana Stachurę". Siedziała w studiu i opowiadała rożne rzeczy, w przerwach puszczano skecze i piosenki. Nagle słyszę śpiewającego człowieka, co się z deka jąka.

I nie nadaje się do śpiewania.

- Nie nadaje, ale mimo wszystko w tym jest potężna moc. Poczucie, że ktoś mówi do ciebie naprawdę, niczego nie udaje. Mówi, jak potrafi. Kompletnie nie wiedziałem, o co chodzi. Zapamiętałem nazwisko, poszperałem w bibliotekach. Miałem 16 lat. "Falując na wietrze" przeczytałem w 1979 r. Wypożyczyłem w bibliotece szkolnej LO nr 1. Stachura nałożył się na moje śpiewanie, na chęć zmiany tego wszystkiego wokół. Potem przyszedł stan wojenny i wiadomo, jak to się potoczyło. Ostatnio przeczytałem jedno z opowiadań z tego tomu. Zachwyt nie mija. Absolutnie wyjątkowa polszczyzna. Choć na nią utyskiwano.

Na mojej polonistyce na pewno.

- Uważano, że zalatuje francuszczyzną i młodopolszczyzną. Ale uczciwie: są tam momenty genialne i również takie sobie. Mniejsza o ten rys. W opowiadaniach Steda jest poczucie, że ta wolność gdzieś jest. Nieskrępowana niczym. Ja to odczuwałem fizycznie. Stachura wskazywał drogę.

Daleko Stachurze do Hrabala?

- Niedaleko. W obydwu książkach jest nieprawdopodobny szacunek dla słowa. Ich słowa potrafią zmieniać i budować. Słowo jest wszystkim, co mamy, poza ciałem. To nie przypadek, że święte księgi zaczynają się od podkreślenia wagi słowa. Hrabala "Zbyt głośna samotność" mnie pożarła. Miałem ją z drugiego obiegu. Był początek lat 80. Przeczytałem w jedną noc, choć to nie było wielkim wyzwaniem jak "Blaszany bębenek". Grassa się nie dało w jedną noc. Do dziś nie znam technik szybkiego czytania.

Historia jest prosta. Główny bohater Hanti pracuje w piwnicy. Prasuje stare książki, składa z nich kartony.

- Pracuje w makulaturowni. Niszczy książki. Próbuje od czasu do czasu uratować jakiś stary egzemplarz. Książki wyciąga jak skazańców sprzed egzekucji. Potem jest motyw gigantycznej maszyny, która się pojawia, miażdży książki błyskawicznie. Bohater nie wie, co robić. Widzi bezlitosny reżim, który odrzuca wolne słowo, bo ono może zmieniać człowieka i świat. Pod tym względem powieść Hrabala umieściłbym w szeregu antytotalitarnych książek, obok "Nowego wspaniałego świta" czy "1984". Czuć tu niechęć do świata, w którym się wszystko zrównuje, życie podlega pełnej kontroli, a ludzi upodabnia do siebie, jak tylko się da. Nadmiar czytania i myślenia jest źle widziany albo w ogóle nie jest widziany. Trafiał do mnie przekaz Hrabala: nigdy nie będzie tak dobrze, jakbyś chciał, ale jak postarasz się, to nie pożałujesz.

Nie ma tam odrobiny optymizmu. Świat nie jest humanitarny, Bóg nie jest, ludzie też. Zapomnieli o ludzkich odruchach.

- No tak. Nic nie jest humanitarne. Można karmić się, złudą, że istnieją przyjemności dla każdego. Bohater jest zdany sam na siebie i swoją samotność. Zostają mu myśli z książek. Może je zatrzymać w sobie i trwać. Od czasu do czasu wyrwać kolejną książkę jak myśl ze składu makulatury. Od tego czasu chodziłem w przestrzenie makulaturowe, żeby coś wyjąć. Parę razy mi się w życiu udało.

Czytamy w Polsce

Czy są książki, które zmieniły wasze życie? Zostawiły trwały ślad, nauczyły czuć i myśleć inaczej? Napiszcie o nich. Czekamy: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. i Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Kombinat Kultury za Gazetą Wyborczą Zielona Góra


Posłuchaj kto zagra w "4 Różach...":

GET_THE_PLAYER TO_SEE_THIS_PLAYER

Kalendarz imprez


<
Maj 2012
>
NdPnWtSrCzPtSb
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031

Wspiera nas:


nasi partnerzy

   
rasy psów przedszkola weterynarz gadżety reklamowe kostka brukowa piosenki dla dzieci piosenki dla dzieci wypadanie włosów szybszy wzrost włosów fundusz inwestycyjny DOMLUX przedszkola piastów