Kutiman – twórczy przetwórca
WYDARZENIECały świat zachwyca się jego projektem "Thru You"
Profesorowie i prawnicy już okrzyknęli Kutimana gwoździem do trumny praw autorskich. Kutiman, 27-letni mieszkaniec Tel Awiwu, od miesiąca jest gwiazdą internetu – dobijają się do niego międzynarodowe media. – CNN, BBC – wylicza w rozmowie z "Przekrojem".
I kilka innych, których nazwy wyleciały mu z głowy. – Musisz pytać mojego menedżera, nie mam pamięci do takich rzeczy – przyznaje szczerze.
W niecały tydzień od uruchomienia strony internetowej z jego najnowszym muzycznym dziełem – www.thruyou.com – odwiedził ją milion osób (słupki klikalności stale rosną). Pracując nad projektem, nie sięgnął ani po gitarę, ani bębny, ani nawet syntezator, nie ma własnej kapeli. Jego jedynym instrumentem był komputer, materiałem – filmiki z YouTube.
– Zaczęło się od wideo z bębniarzem, później było to, na którym gitarzysta gra i tłumaczy chwyty. Pomyślałem, że można to jakoś połączyć – opowiada „Przekrojowi”. I tak to się zaczęło. Łączenie, miksowanie, dopasowywanie dziesiątków różnych tonacji, dźwięków i barw głosów zajęło Kutimanowi bite dwa miesiące. Efekt – siedem utworów: mieszanka funky, afrobeatu, hip-hopu i new jazzu – powalił nie tylko internautów, ale i dziennikarzy muzycznych profesjonalnych mediów.
O Kutimanie napisał na swoim blogu przewodniczący Creative Commons, profesor prawa w Stanford Law School Lawrence Lessig. Twórczość Izraelczyka nazywa „gwoździem do trumny praw autorskich”. Żadna z osób, której materiałem się posłużył, nie wiedziała, że bierze udział w jakimkolwiek projekcie, nie uzyskał niczyjej zgody na wykorzystanie materiałów. Dlaczego stróże prawa jeszcze nie pożarli go żywcem? Bo żadna z „wykorzystanych” osób nie zaprotestowała.
– Jedyne komentarze, jakie dostałem, były bardzo pozytywne – mówi. – Nie ma w tym nic dziwnego. W przeszłości zdarzało się już, że ktoś brał moją muzykę i dopisywał do tego swój tekst, modyfikował. Dopóki ktoś nie chce tego wydać, podając siebie jako kompozytora, dopóki nie chce na tym zarabiać, nie widzę w takim twórczym przetwórstwie nic złego.
Czy on chciał zarobić? – Dostałem kilka ofert wydania projektu na rynku komercyjnym. Nie mogę zdradzać nazw wytwórni, bo wszystkie propozycje odrzuciłem. Na żadnym etapie nie myślałem o „Thru You” jako o projekcie zarobkowym. Gdybym nawet dostał za niego jakieś pieniądze, oddałbym całość osobom, z których materiałów korzystałem – deklaruje.
Karolina Pasternak
"Przekrój" 16/2009
http://www.youtube.com/watch?v=tprMEs-zfQA&feature=PlayList&p=2C189BC49E25D16A&index=0
W niecały tydzień od uruchomienia strony internetowej z jego najnowszym muzycznym dziełem – www.thruyou.com – odwiedził ją milion osób (słupki klikalności stale rosną). Pracując nad projektem, nie sięgnął ani po gitarę, ani bębny, ani nawet syntezator, nie ma własnej kapeli. Jego jedynym instrumentem był komputer, materiałem – filmiki z YouTube.
– Zaczęło się od wideo z bębniarzem, później było to, na którym gitarzysta gra i tłumaczy chwyty. Pomyślałem, że można to jakoś połączyć – opowiada „Przekrojowi”. I tak to się zaczęło. Łączenie, miksowanie, dopasowywanie dziesiątków różnych tonacji, dźwięków i barw głosów zajęło Kutimanowi bite dwa miesiące. Efekt – siedem utworów: mieszanka funky, afrobeatu, hip-hopu i new jazzu – powalił nie tylko internautów, ale i dziennikarzy muzycznych profesjonalnych mediów.
O Kutimanie napisał na swoim blogu przewodniczący Creative Commons, profesor prawa w Stanford Law School Lawrence Lessig. Twórczość Izraelczyka nazywa „gwoździem do trumny praw autorskich”. Żadna z osób, której materiałem się posłużył, nie wiedziała, że bierze udział w jakimkolwiek projekcie, nie uzyskał niczyjej zgody na wykorzystanie materiałów. Dlaczego stróże prawa jeszcze nie pożarli go żywcem? Bo żadna z „wykorzystanych” osób nie zaprotestowała.
– Jedyne komentarze, jakie dostałem, były bardzo pozytywne – mówi. – Nie ma w tym nic dziwnego. W przeszłości zdarzało się już, że ktoś brał moją muzykę i dopisywał do tego swój tekst, modyfikował. Dopóki ktoś nie chce tego wydać, podając siebie jako kompozytora, dopóki nie chce na tym zarabiać, nie widzę w takim twórczym przetwórstwie nic złego.
Czy on chciał zarobić? – Dostałem kilka ofert wydania projektu na rynku komercyjnym. Nie mogę zdradzać nazw wytwórni, bo wszystkie propozycje odrzuciłem. Na żadnym etapie nie myślałem o „Thru You” jako o projekcie zarobkowym. Gdybym nawet dostał za niego jakieś pieniądze, oddałbym całość osobom, z których materiałów korzystałem – deklaruje.
Karolina Pasternak
"Przekrój" 16/2009
http://www.youtube.com/watch?v=tprMEs-zfQA&feature=PlayList&p=2C189BC49E25D16A&index=0





