Grand Pawlik
poniedziałek, 02 marca 2009 10:36
JAZZNajnowszy album to blisko 120 minut improwizowanej muzyki fortepianowej
Włodek Pawlik od lat cieszy się opinią jednego z najbardziej twórczych polskich pianistów jazzowych. W odróżnieniu jednak od Leszka Możdżera, znany jest raczej koneserom i nie miał do te pory okazji zaistnieć w szerszym kręgu odbiorców. Kolejna jego płyta "Grand Piano" może to zmienić
Na najnowszy album pianisty składa się blisko 120 minut improwizowanej muzyki fortepianowej. Projekt po raz kolejny dowodzi, że gatunkowe klasyfikacje w muzyce mają coraz mniejszą rację bytu. Bo jak określić to, co od lat w swoich koncertach solowych robi Keith Jarret, Stefano Bollani czy Chick Corea? Gdzie przebiega granica między jazzową a klasyczną improwizacją? Obserwując poczynania tych artystów można stwierdzić, że pianiści o rodowodzie stricte jazzowym swoimi fortepianowymi improwizacjami jakby od niechcenia tworzą nową formę.
Jak na tle zagranicznych poprzedników wypada Włodek Pawlik? Znakomicie. Pianista ze swadą czerpie z polskiej tradycji (nie brak tu chopinowskich wyimków, ludowych kontekstów czy fortepianowej prostoty a la Eric Satie), ale też w indywidualny sposób buduje własne muzyczne mikrokosmosy. Improwizacje Pawlika nie mają tytułów - są to kompozycje raczej krótkie, o zwartej i logicznej strukturze, tworząc zamkniętą całość. Zatytułowane jako "tracki" tworzą jednak dogłębny muzyczny portret Pawlika pianisty, który jawi się jako artysta przenikliwy i wciąż poszukujący. Artysta, który dwie płyty nagrał w ciągu dwóch sesji, nie narzuca odbiorcy swojej wizji muzyki. Pozwala mu raczej swobodnie podążać za frazą, co sprawia, że płyta nie ma właściwie początku ani końca.
Pawlik w komentarzu dołączonym do płyty pisze, że obie płyty powstawały w nocy. Ciekawe, że słuchając ich z tym przeświadczeniem, ma się zupełnie inne wrażenie. Pierwsza płyta wydaje się raczej "dzienna", z kolei druga bardziej oddaje nocny, bardziej nokturnowy charakter improwizacji.
W "Grand Piano" nie ma miejsce na żadną kalkulację. Pawlik po prostu siada i po prostu gra. I o ile niektórych z odbiorców monumentalne epopeje Keitha Jarreta odstręczają od słuchania tego typu muzyki, o tyle muzyczne felietony Pawlika odsłaniają nowe fascynujące oblicze tego artysty, który swoimi muzycznymi kreacjami nadaje fortepianowi nowe literalne znaczenia.
Marta Nadzieja
kulturaonline.pl





